Jeśli znasz „Blade Runnera” tylko z filmu, książka Dicka was zaskoczy — to nie jest ten sam neonowy noir. To gorzka, czasem niewygodna podróż przez świat, w którym pytanie „kto jest człowiekiem” przestaje mieć łatwą odpowiedź.
O czym jest „Blade Runner”?
Ziemia spustoszona radioaktywnym pyłem, zwierzęta praktycznie wyginęły (stąd elektryczne owce jako status symbol), a ci, którzy mogą — emigrują na Marsa. Rick Deckard, łowca androidów, ma za zadanie „wycofać” sześć replikantów Nexus-6 — i to wszystko, co musisz wiedzieć, żeby zacząć.
Dla kogo „Blade Runner”
Dla czytelników, którzy wyszli z filmu z większym smutkiem niż akcją w pamięci. Dla fanów „Ubika” i „Człowieka z Wysokiego Zamku”, czyli paranoicznego, „rozjeżdżającego się” Dicka. Dla każdego, kto chce SF zadającego pytania o naturę człowieczeństwa, a nie tylko serwującego pościgi.
Gatunek i klimat
To filozoficzne SF, które nosi na sobie płaszcz noir — ciemny, deszczowy, pełen neonów i wątpliwości. Nastrój jest melancholijny i paranoiczny, czasem wręcz klaustrofobiczny, jakby świat dosłownie zacieśniał się wokół bohatera.
Co wyróżnia „Blade Runnera” na tle filmu i innych SF?
Książka idzie znacznie dalej niż film w temacie tego, czym właściwie jest empatia — i czy da się ją zmierzyć, sfałszować albo kupić. Dick wprowadza wątki religijne i społeczne, których ekranizacja nawet nie próbowała dotknąć. To, co w filmie jest neonowym tłem, w książce staje się głównym pytaniem.
Dlaczego „Blade Runner” zapada w pamięć
Niepokój, który nie mija po zamknięciu książki. Dick nie daje komfortowych odpowiedzi — zostawia cię z pytaniami o to, gdzie właściwie przebiega granica między człowiekiem a maszyną, i czy ta granica jest tak oczywista, jak się wydaje na pierwszych stronach.
Przeczytaj, jeśli lubisz
„Ubika” i „Człowieka z Wysokiego Zamku” Dicka, refleksyjne SF jak „Solaris” Lema, historie, gdzie technologia jest pretekstem do pytań egzystencjalnych.
Blade Runner: Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?


















