Co by było, gdyby naukowe próby wyhodowania mitycznych stworzeń zderzyły się z kimś, kto sięga po czarną magię i nie przejmuje się konsekwencjami? Graham Masterton wziął ten absurdalny z pozoru pomysł i zbudował wokół niego jeden z bardziej wciągających horrorów w swoim dorobku – z bonusem w postaci mrocznego Krakowa.
O czym jest „Bazyliszek”?
Profesor Nathan Underhill jest kryptozoologiem z ambicją – próbuje wyhodować mitycznego gryfa, żeby pozyskać z niego materiał do badań nad komórkami macierzystymi i otworzyć nową drogę w leczeniu chorób, wobec których medycyna jest bezradna. Kiedy projekt kończy się niepowodzeniem, Nathan i jego żona Grace odwiedzają Dom Spokojnej Starości Murdstone – i odkrywają tam coś, czego odkryć nie powinni. Doktor Christian Zauber, dyrektor placówki, pracuje nad czymś znacznie mroczniejszym: odtworzeniem bazyliszka, korzystając z alchemii i czarnej magii. Wizyta kończy się tragicznie – Grace zapada w śpiączkę. Nathan, z pomocą młodej dziennikarki, wyrusza do Krakowa, gdzie ukrywa się Zauber – i gdzie czeka na nich coś, co zabija samym spojrzeniem.
Dla kogo jest „Bazyliszek”?
Dla czytelników, którzy lubią horror z wyraźnym konceptem – nie sam strach dla samego strachu, ale historię, wokół której strach jest zbudowany. Dla fanów Mastertona, którzy cenią jego umiejętność łączenia naukowych i okultystycznych wątków w jedną, spójną fabułę, gdzie żaden z tych elementów nie wydaje się doklejony na siłę. Dla każdego, kto lubi horrory osadzone w konkretnym miejscu i czasie – wątek krakowski jest tu czymś rzadkim w anglosaskim horrorze i dodaje całości wyraźny, nieoczekiwany koloryt.
Gatunek i klimat „Bazyliszka”
To horror z wyraźnymi elementami thrillera i powieści przygodowej – tempo jest szybkie, tajemnica goni tajemnicę, a mroczny klimat narasta stopniowo, zamiast uderzać od pierwszej strony. Masterton balansuje między nauką a okultyzmem z wprawą, która sprawia, że nawet absurdalna premisa – kryptozoolog kontra alchemik tworzący bazyliszka – wciąga bez taryfy ulgowej. To nie jest horror, który zostawi cię bez snu, ale taki, przy którym trudno odłożyć książkę.
Co wyróżnia „Bazyliszka” na tle innych powieści Mastertona?
Dwa elementy robią tę powieść wyjątkową nawet w bogatym dorobku autora. Pierwszy to połączenie nauki i czarnej magii po równo – Nathan działa przez badania i eksperymenty, Zauber przez alchemię i rytuały, a obaj dążą do tego samego celu z zupełnie innych kierunków. Drugie to wątek krakowski – Masterton osadza finał historii w Polsce i robi to z wyraźną sympatią do miejsca, co w horrorze anglosaskim jest rzadkością. Kraków jako arena grozy ma swoją atmosferę i Masterton wykorzystuje ją umiejętnie.
Dlaczego „Bazyliszek” zapada w pamięć?
Bo Masterton nie poprzestaje na samym potworze – równie niebezpieczny jak bazyliszek jest tu człowiek, który go stworzył, i motywacje, które nim kierują. Pytanie o to, gdzie przebiega granica między nauką a obsesją, i kto ponosi odpowiedzialność za to, co się stworzy w imię postępu, zostaje z czytelnikiem dłużej niż sam dreszcz grozy. A epilog – bez spoilerów – daje do myślenia.
Przeczytaj, jeśli lubisz
Inne powieści Mastertona, szczególnie „Dziecko ciemności” i „Manitou”, jeśli szukasz podobnego klimatu horroru z mocnym konceptem. Horrory, w których potwór jest realnym zagrożeniem, ale ludzka obsesja jest równie niebezpieczna. Wszelką ciemną fikcję osadzoną w Europie Środkowej i Wschodniej – jeśli lubisz, gdy klimat miejsca jest pełnoprawnym elementem historii, a nie tylko dekoracją.

















