Glen Cook wraca do Czarnej Kompanii po ćwierćwieczu przerwy – i nie jest to powrót po sławę, a raczej odważna próba powiedzenia czegoś nowego o ludziach i świecie, który przez te lata się nie zmienił. „Kłamstwa płaczą” to książka dla tych, którzy przeszli z Kompanią całą drogę – i właśnie dlatego mogą docenić, jak wiele Cook w niej ryzykuje.
O czym są „Kłamstwa płaczą”?
Czarna Kompania wycofała się przez Bramy Cienia i szuka schronienia w dawnym azylu – w Krainie Nierozpoznanych Cieni, w miejscu zwanym Siedliskiem Kruków. Pani odmładza się tam w miarę jak odradza się jej moc, powoli zrzucając krępujące ją pęta. Konował, wyniesiony do niemal boskiej godności jako Niezłomny Strażnik, pozostał daleko w tyle – w bezimiennej fortecy. W jego miejsce funkcję kronikarek przejmują przyrodnie córki: Arkana i Szukrat Voroszk. To ich oczy i ich głosy prowadzą nas przez kolejny rozdział historii Kompanii – nieoficjalny, osobisty, momentami wręcz pamiętnikarski. Na początku życie w Hsien wydaje się spokojne, niemal nudne. Ale w świecie Czarnej Kompanii cisza nigdy nie trwa długo.
Dla kogo są „Kłamstwa płaczą”?
To książka przede wszystkim dla czytelników, którzy znają poprzednie tomy – „Kłamstwa płaczą” są bezpośrednią kontynuacją „Soldiers Live” z 2000 roku i zakładają znajomość losów Kompanii, Konowała, Pani i całego budowanego przez dekady świata. Nie jest to dobry punkt wejścia dla nowych czytelników – choć sam Cook i wydawcy twierdzą, że to „idealny nowy początek”, uczciwie trzeba powiedzieć, że bez poprzednich tomów wiele relacji i emocjonalnych stawek po prostu nie zadziała. Dla fanów serii to natomiast coś, na co czekali od lat – powrót do Kompanii z nową perspektywą i nowym głosem.
Gatunek i klimat „Kłamstw płaczu”
To grimdark fantasy w pełnym tego słowa znaczeniu – mroczny, cyniczny, pozbawiony złudzeń co do natury władzy, lojalności i wojny. Nowe kronikarki nadają jednak tej historii ton nieco lżejszy niż u Konowała – ich narracja jest bardziej osobista, miejscami przekorna i ironiczna, co sprawia, że pierwsze partie książki czyta się zaskakująco szybko mimo powolnego tempa fabularnego. Napięcie narasta stopniowo, a cliffhanger w finale nie pozostawia wątpliwości, że to dopiero początek nowego rozdziału.
Co wyróżnia „Kłamstwa płaczą” na tle wcześniejszych tomów Czarnej Kompanii?
Cook zdecydował się na eksperyment narracyjny – zmianę kronikarza to w tej serii zawsze ryzyko, bo głos Konowała był przez dekady jej sercem. Arkana i Szukrat piszą inaczej: mniej lakonicznie, bardziej emocjonalnie, z nutą młodości i niepewności, której u Konowała nie było. To inna Czarna Kompania – nie gorsza, ale wymagająca przestawienia się. Sam Cook określił nowy cykl jako „połączenie sagi rodzinnej, lekkiej powieści i twardego fantasy” – i ta hybryda jest dokładnie tym, czym się okazuje: czymś niespodziewanym, nierównym, ale wartym uwagi właśnie dlatego, że autor nie próbuje powielić własnej legendy.
Dlaczego „Kłamstwa płaczą” zapadają w pamięć?
Bo Cook po 25 latach nie wrócił po to, żeby oddać hołd samemu sobie. Zamiast pisać nostalgiczny powrót do złotych czasów Kompanii, wybrał kontynuację z konsekwencjami – ze zmęczeniem, ze stratą, z postaciami, które zmieniła każda kolejna kampania. Nowe kronikarki nie są Konowałem i ta luka jest odczuwalna – ale właśnie ta odczuwalność jest jednym z najuczciwszych chwytów narracyjnych, jakie Cook mógł zastosować. To historia o tym, że Kompania trwa, ale nigdy nie trwa taka sama.
Przeczytaj, jeśli lubisz
Całą sagę o Czarnej Kompanii – bo bez niej „Kłamstwa płaczą” po prostu nie zadziałają tak, jak powinny. Mroczne fantasy militarne w stylu Stevena Eriksona i jego Malazańskiej Księgi Poległych, jeśli szukasz podobnego klimatu cynizmu i lojalności wśród żołnierzy. Wszelkie serie, w których głos narratora jest równie ważny co sama fabuła – bo to właśnie zmiana głosu jest tu prawdziwym tematem.


















